21.11.2015

Czego Radwańska potrzebuje do wygrania Szlema?

przez

Agnieszka-Radwanska-AO

Po sukcesie Agnieszki Radwańskiej podczas turnieju kończącego sezon od razu pojawiły się głosy, że krakowianka jest teraz w stanie wygrać Szlema. Czy to w ogóle możliwe? Czego naszej zawodniczce wcześniej brakowało? Poniekąd zgadzam się z tym zdaniem, jednak nie oczekuję że zrobi to już przy najbliższej okazji w Australii. Jak 26-latka zmieniła swoją grę przez ostatni rok? Zapraszam do lektury.

Od kiedy Isia jest w czołówce rankingu mówi się o tym, że ma szansę wygrać Szlema. Niewątpliwie najbliżej była w 2012 roku na Wimbledonie, gdzie przegrała dopiero w finale z Sereną Williams. Moim zdaniem o wiele większą szansę zmarnowała dwa lata później na Australian Open. W półfinale przegrała z Cibulkovą, a z TOPu została tylko Na Li, która ostatecznie wygrała turniej. Czy Radwańska przełamie się w 2016 roku?

Trzeba otwarcie stwierdzić, że sukces na Roland Garros, czy na US Open jest praktycznie niemożliwy. Polka nie lubi tych Szlemów, wystarczy spojrzeć na jej dotychczasowe wyniki. We Francji najdalej dotarła do ćwierćfinału (2013), a w Nowym Jorku kilkukrotnie do IV rundy. Zupełnie inaczej prezentuje się na londyńskiej trawie, czy australijskich kortach, gdzie regularnie gra swój tenis. Wimbledon i Australian Open powinny stać się najważniejszymi imprezami w tym sezonie dla 5-rakitety świata tuż obok Igrzysk Olimpijskich. Co będzie potrzebne do triumfu?

Po pierwsze dobre losowanie – jeżeli Radwańska trafi na Williams już w ćwierćfinale to szanse gwałtownie maleją. Nie ma co ukrywać, że Amerykanka w WTA jest poza zasięgiem większości tenisistek. Ostatnio nie była w formie, ale po przerwie którą sobie zrobiła powinna wrócić silniejsza. Po drugie Agnieszka musi wystrzegać się prostych błędów i pilnować swojego serwisu. Nie od dziś wiadomo, że rywalki atakują jej podanie przy każdej nadarzającej się okazji. Głęboko wchodzą w kort i biją ile sił przy słabszym serwisie krakowianki. Po trzecie 26-latka potrzebuje pełnej koncentracji w każdym meczu, a do tego nie może go przegrać w głowie już przed startem. Nieraz widzieliśmy Isię, która na kort wychodziła przestraszona i bała się grać swoje. Czwarty i moim zdaniem ostatni warunek do spełnienia nie jest już zależny od naszej singlistki, czyli po prostu szczęście. W sporcie podobno szczęście sprzyja lepszym, więc być może tym razem uśmiechnie się do reprezentantki Polski. Czego Radwańskiej brakowało w poprzednich latach?

Chyba największym mankamentem w grze Agnieszki była psychika. Australian Open w 2012 roku i porażka z Victorią Azarenką. Nie trzeba przypominać, że Isia z Białorusinką większość spotkań przegrywała jeszcze przed rozpoczęciem meczu. Dwa sezon później wspomniana porażka z Cibulkovą niezaprzeczalnie udowadnia, że aktualna piąta zawodniczka rankingu miała problemy z opanowaniem stresu. Podobną sytuację jak na AO krakowianka miała na Wimbledonie w 2013 roku, gdzie także miała ogromną okazję na tytuł. Niestety przegrała wtedy z Lisicki, a w finale Niemka została pokonana przez Bartoli, z którą Radwańska zawsze zwyciężała. Przy odrobinie szczęścia Aga miałaby już prawdopodobnie przynajmniej dwa wielkoszlemowe tytuły.

Jedno jest pewne, Polce nigdy nie brakowało umiejętności. W mojej opinii jest najlepiej wyszkoloną technicznie tenisistką na świecie, a na dowód wystarczy zobaczyć choćby kilka jej zagrań z uderzeń miesiąca, do których nominowana jest bardzo regularnie. Problem polegał na tym, że Agnieszka grała zbyt defensywnie. Cofnięta głęboko za linię końcową czekała na błąd przeciwniczek, jednak ostatnio wiele się zmieniło. Biało-czerwona zaczęła grać odważniej, częściej atakowała do siatki, przejmowała inicjatywę na korcie. Część ekspertów uważa, że to zasługa krótkiej współpracy z Navratilovą. Moim zdaniem to ciężka i długotrwała zmiana wprowadzona przez Wiktorowskiego już przed poprzednim sezonem. Co się zmieniło w grze 26-latki?

Rewolucja zaczęła się już od stycznia, krakowianka miała grać agresywny tenis. Skutki od razu były widoczne, szybkie porażki, mnóstwo niewymuszonych błędów i fala krytyki. Koniec kwietnia jak dla mnie był przełomowy w tym sezonie. Czeszka odeszła z teamu Radwańskiej i Polka wróciła do defensywy. Rozegrała tak większość turniejów do Wimbledonu, co prawda częściej witała przy siatce ale na trawie zawsze czuła się pewnie. Prawdziwe zmiany moim zdaniem zainicjował turniej w Stanford, gdzie Agnieszka zagrała dzięki dzikiej karcie. Odpadła w miarę szybko, ale to co pokazała w spotkaniu przeciwko Kerber było fantastyczne. Później US Open i ja zwykle wielkie rozczarowanie. Chiny pokazały moc i całe piękno tenisa Isi. Dwie wygrane imprezy, bardzo dobre wyniki i awans do Singapuru. W zawodach kończących oficjalną część sezonu nasza najlepsza singlistka zagrała znakomicie. Mimo fatalnego startu zdołała triumfować w WTA Finals. Sądzę, że mecz z Halep pokazał jak pewnie na korcie może się czuć Radwańska. Nie grała bojaźliwie, solidnie serwowała i wreszcie pokazała na co ją stać. Później zwycięstwo z Muguruzą, a następnie z Kvitovą zapewniło jej tytuł. Trzy tenisistki z TOP5 pokonane pod rząd, to się nigdy Agnieszce wcześniej nie udało. Miejmy nadzieję, że to dopiero początek i w 2016 roku zdobędzie upragnionego Szlema.

Zobacz także

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz