16.11.2016

Ninja w polskim wykonaniu, czyli kilka słów o Radwańskiej cz.1

przez

agnieszkaradwanskachampionshipswimbledon

Imię i nazwisko: Agnieszka Radwańska

Data urodzenia: 6 marca 1989

Miejsce urodzenia: Kraków

Trener: Tomasz Wiktorowski

Oficjalna strona: www.agaradwanska.com

Początki kariery

Już od startów w juniorskich rozgrywkach Isia zapowiadała się na świetną tenisistkę. W wieku sześciu lat wygrała swój pierwszy dziecięcy turniej, ale to był dopiero „wstęp” do jej wielkiej kariery. Premierowy finał imprezy rangi ITF zaliczyła w Zabrzu (6–10 sierpnia 2003), gdzie przegrała po dwóch setach z Magdaleną Rybarikovą.

Następnie Radwańska zanotowała kilka słabszych występów, jednak przełom nadszedł prawie rok później w Gdyni (16–20 czerwca 2004). Krakowianka wygrała zarówno singla oraz debla (w parze z siostrą Urszulą). Co ciekawe w decydujących spotkaniach dwukrotnie gorsza okazała się Brytyjka – Maria Spenceley (w grze podwójnej w duecie z Ievą Irbe). W sierpniu tego samego roku na kortach w Zabrzu Agnieszka także triumfowała w dwóch kategoriach.

Niewątpliwie największym juniorskim sukcesem Radwańskiej jest zwycięstwo na Wimbledonie (25 czerwca – 3 lipca 2005). Po drodze do tytułu pokonała między innymi Monicę Niculescu, Aleksandrę Wozniak i Tamirę Paszek, które obecnie możemy także obserwować w profesjonalnych rozgrywkach. Kilka miesięcy później (26 września – 1 października 2005) razem z Urszulą Radwańską i Maksymilianą Wandel wygrały Junior Fed Cup, który odbywał się w Barcelonie.

Ostatnim wielkim wyczynem Polki w rozgrywkach „amatorskich” była wygrana na French Open (4–11 czerwca 2006). Isia w tym turnieju nie straciła nawet seta! W grze podwójnej (w parze z Caroline Wozniacki) także była bardzo blisko tytułu, jednak w finale musiała uznać wyższość debla Anastasia Pavlyuchenkova/Sharon Fichman. Po zwycięstwie w Paryżu nasza tenisistka została liderką rankingu ITF w kategorii do 18 lat.

Status profesjonalistki

W 2006 roku Agnieszka zadebiutowała w WTA Tour. Wówczas 17-letnia Radwańska otrzymała dziką kartę od organizatorów turnieju J& S Cup 2006, który odbył się w Warszawie. Krakowianka nie zaprzepaściła szansy i dotarła do ćwierćfinału, gdzie przegrała z Eleną Dementievą. W tym samym sezonie Isia wystąpiła jeszcze w kilku innych imprezach najwyższej rangi, ale niewątpliwie najbardziej mogła cieszyć się z gry na wimbledońskiej trawie (IV runda) oraz na US Open (II runda, grała także eliminacje). Po Szlemie w Nowym Jorku nasza zawodniczka poleciała do Luksemburga, gdzie zaliczyła półfinał (porażka ze Schiavone). Jak na pierwszy rok w WTA Tour Biało-Czerwona mogła być bardzo zadowolona ze swoich występów.

Kolejny sezon był przeplatany lepszą i gorszą grą, ale warty zaznaczenia jest premierowy tytuł Radwańskiej! W Sztokholmie Isia pokonała między innymi Caroline Wozniacki, Martę Domachowską, czy Verę Dushevinę. Na kortach we Flushing Meadows–Corona Park Agnieszka powtórzyła wynik sprzed 12 miesięcy odpadając dopiero w IV fazie wielkoszlemowego turnieju. Tam po raz pierwszy pokonała Marię Sharapovą, która już wtedy była wielką gwiazdą światowego tenisa. W 2007 roku Polka między innymi dotarła do ćwierćfinałów w Stambule, Palermo, Zurychu oraz awansowała do IV rundzie turnieju w Miami.

Kariera nabrała tempa

Po pierwszym triumfie na kortach WTA Tour przyszedł czas na kolejne fenomenalne wyniki. Radwańska grała coraz lepiej i niewątpliwie to 2008 rok należy uznać za ten „przełomowy”. Isia rozpoczęła go od słabego występu w Hobart, ale później było już tylko lepiej. Ćwierćfinał na Australian Open, wygrana w Pattaya City, półfinał w Doha i ćwierćfinał w Indian Wells. Taki początek sezonu był wymarzony dla naszej tenisistki, która po występach na hardzie zajmowała 16 miejsce w rankingu.

Na clayu forma trochę przygasła, jednak nie na tyle, aby nie było głośno o Polce. Agnieszka wygrała turniej w Stambule, a na Roland Garros dotarła do IV rundy. Następnie przyszedł czas na trawę, gdzie od początku kariery Radwańska czuła się wyśmienicie. Udowodniła to w Eastbourne, gdzie zwyciężyła cały turniej, a na Wimbledonie przegrała dopiero w ćwierćfinale z Sereną Williams. Druga część sezonu była tylko przyzwoita, ale mimo to Biało-Czerwona dostała się do Turnieju Mistrzyń. Co prawda jako rezerwowa, jednak zaliczyła debiut w tej imprezie (Ana Ivanovic wycofała się z powodu choroby). Rok 2008 Isia zakończyła z bilansem 51–20, co na koniec sezonu dało jej 10 miejsce w rankingu WTA.

Dwa lata posuchy

Po świetnych występach Radwańska nieco zwolniła tempo. Nie jest to niczym zaskakującym, tym bardziej biorąc pod uwagę fakt, że Agnieszka była wtedy jeszcze niedoświadczoną tenisistką. Kilka ćwierćfinałów, półfinały w Tokio i Linz oraz finał w Pekinie – tylko tyle i aż tyle udało się osiągnąć Polce w następnych 12 miesiącach gry. Ponownie jako rezerwowa zakwalifikowała się do turnieju kończącego sezon w Doha i znów udało się jej zagrać jeden mecz (wygrana z Azarenką). Krakowianka utrzymała pozycję w rankingu na koniec roku i zamykała najlepszą dziesiątkę na światowych listach.

Jak Biało-Czerwonej wiodło się w 2010 roku? Dalej brakowało kolejnych tytułów, jednak nie można powiedzieć, że Radwańska grała źle. Półfinały w Dubaju oraz Indian Wells i ćwierćfinał w Miami należy uznać za bardzo dobre wyniki. Początek sezonu ułożył się dobrze dla naszej zawodniczki, jednak kolejne tygodnie nie owocowały już takimi rezultatami. Przełamanie złej passy przyszło w Stanford, gdzie Isia zagrała w półfinale (przegrana z Sharapovą), a następnie walczyła o tytuł w San Diego (porażka z Kuznetsovą). Niestety po US Open (odpadła w II rundzie) Agnieszka zaczęła mieć problemy ze zdrowiem. Najpierw pauzowała przez miesiąc z powodu pękniętego palca u nogi, a następnie po turnieju w Pekinie ogłosiła, że do końca sezonu już nie zagra. To oznaczało, że Polka wypadnie z TOP10 pierwszy raz od 2007 roku.

Powrót z przytupem!

Raczej nikt nie zapatrywał się optymistycznie na występy Radwańskiej w 2011 roku. Isia w końcówce poprzedniego sezonu doznała kilku urazów, co wykluczyło ją z gry na dłuższy czas, ale Polka pokazała, że potrafi walczyć i wróciła na drogę zwycięstw. W styczniu zagrała tylko na Australian Open, jednak osiągnęła tam ćwierćfinał, co było bardzo dobrym prognostykiem na kolejne tygodnie. Niestety nie miało to przełożenia na rezultaty osiągane przez krakowiankę, która najdalej docierała do ćwierćfinałów (Dubaj, Miami). Na mączce także „zaczęła z wysokiego C”, ale na wielkie sukcesy musieliśmy czekać aż do US Open Series.

W Carlsbad zgarnęła tytuł, w Toronto zagrała w półfinale, lecz później nie miało to odzwierciedlenia w ostatnim Szlemie tego roku (porażka w II rundzie z Kerber). Na szczęście kolejne „przebudzenie” przyszło w azjatyckim tournee. Doskonały występ w Tokio, który został zwieńczony triumfem, a następnie wspaniała gra w Pekinie, gdzie Agnieszka także była niepokonana. Dzięki temu dostała się po raz trzeci do WTA Masters, tym razem już nie w roli rezerwowej! Udział w TEB BNP Paribas WTA Championships zakończyła na fazie grupowej z jedną wygraną, a to oznaczało, że utrzyma ósmą lokatę w rankingu.

Sezon marzeń?

Niewątpliwie 2012 rok trzeba uznać za najlepsze 12 miesięcy w całej karierze Radwańskiej. Rozpoczęła go od półfinału w Sydney, a następnie potwierdziła wysoką formę meldując się w ćwierćfinale AO. Co ciekawe dwukrotnie lepsza od naszej zawodniczki okazała się Victoria Azarenka. To nie było jednak „ostatnie słowo” od Białorusinki, która także w Doha zatrzymała Isię (półfinał). W Dubaju Agnieszka pół żartem, pół serio nie musiała już grać przeciwko Azarence i zwyciężyła w całym turnieju! Ten tytuł był tylko przedsmakiem tego, co się wydarzyło w Miami. Sony Ericsson Open (od 2015 roku Miami Open) to bardzo prestiżowa impreza, czasami mówi się nawet w kategoriach „piątego Wielkiego Szlema”. Biało-Czerwona była niepokonana, nie straciła nawet seta! Pokonała kolejno Keys, Soler-Espinosę, Muguruzę, V. Williams, Bartoli oraz w finale Sharapovą (drugi i jak na razie ostatni raz w dotychczasowej karierze).

Później nawet na mniej lubianym clayu Agnieszka zanotowała fenomenalne wyniki: półfinały w Stuttgarcie i Madrycie oraz zwyciężyła w Brukseli. Na Roland Garros odpadła już w III rundzie, jednak mierzyła się z Kuznetsovą, która do dnia dzisiejszego ma sposób na naszą reprezentantkę. Co było potem, to chyba każdemu kibicowi Radwańskiej nie trzeba przypominać. Ulubiona nawierzchnia, Wimbledon i… finał z Williams. Pierwszy wielkoszlemowy mecz o tytuł, w którym Agnieszka nie miała łatwego zadania, a mimo to pięknie walczyła. Ostatecznie musiała pogodzić się z porażką, ale mimo to krakowianka zapisała się w historii polskiego tenisa. Dzięki wspaniałej grze Polka awansowała na drugie miejsce w rankingu WTA!

Jak widzicie wpis wyszedł długi, a tak naprawdę jesteśmy dopiero w połowie profesjonalnej kariery Radwańskiej. W drugiej części artykułu przedstawimy Wam dalsze losy Polki. Na pewno większość z Was wie jak potoczyła się kariera Isi, jakie ma osiągnięcia na swoim koncie, ale czy nie warto sobie tego przypomnieć? Dajcie znać w komentarzu, czy takie teksty Was interesują, bo przedstawienie sylwetki Radwańskiej to tylko wstęp do serii, którą mamy w planach!

Zobacz także

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz