06.12.2016

Ninja w polskim wykonaniu, czyli kilka słów o Radwańskiej cz.2

przez

Zwycięstwo w Szlemie było bardzo blisko, jednak Agnieszka Radwańska została powstrzymana przez Serenę Williams. Jak jej poszło w kolejnych sezonach? Czy Isia ma jeszcze szansę na zwycięstwo w imprezie najwyższej rangi? Odpowiedzi na te pytania i wiele więcej informacji znajdziecie poniżej! Zapraszam do drugiej części wpisu o karierze naszej najlepszej reprezentantki!

Londyński hejt i przeciętne wyniki

Raczej mało kto spodziewał się tak słabego występu na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie. Radwańska była stawiana w roli faworytki do medalu, tym bardziej po tym co pokazała na Wimbledonie kilka tygodni wcześniej. Niestety zakończyło się ogromnym rozczarowaniem i falą hejtu, która spłynęła na Agnieszkę. Porażkę z Julią Goerges już w I rundzie turnieju należy rozpatrywać w kategorii najsłabszych spotkań w karierze tenisistki z Polski.

Później także nie było wcale lepiej. Całe US Series Open bez większych sukcesów, chociaż na pewno było lepiej niż na IO w Londynie. Ćwierćfinały w Montrealu i Cincinnati (dwukrotna przegrana z Na Li), szybkie pożegnanie się z imprezą w New Haven oraz IV runda na turnieju docelowym, czyli US Open. Forma z Wimbledonu uciekła, można wręcz powiedzieć, że Radwańska grała poniżej oczekiwań, chociaż nigdy w Ameryce Północnej nie osiągała wspaniałych wyników.

Azja ratunkiem z opresji

Przełamanie jak zawsze przyszło w Tokio, gdzie Agnieszka osiągnęła finał przegrywając z Nadią Petrovą. Po drodze pokonała między innymi Jelenę Jankovic, z którą zawsze toczyła mecze na wyniszczenie, Caroline Wozniacki i Angelique Kerber, czyli dwie przyjaciółki z kortu. W Pekinie tak „różowo” już nie było, ale ćwierćfinał i ponowna porażka z Na Li nie przynosiła wstydu.

Kolejnym i w sumie ostatnim przystankiem w tym sezonie były Mistrzostwa w Stambule. Radwańska jechała tam rozstawiona z czwórką, jednak była w bardzo solidnej formie i potwierdziła to także podczas WTA Finals. Najpierw pokonała Petrę Kvitovą, a następnie była bliska zwycięstwa nad Marią Sharapovą. Tam zabrakło jednak koncentracji w końcówkach setów i ostatecznie musiała pogodzić się z porażką. W decydującym spotkaniu Isia wygrała z Sarą Errani i wyszła z Grupy Białej (2. miejsce), jednak to oznaczało, że w półfinale zagra z Serenę Williams. Amerykanka nie dała żadnych szans naszej reprezentantce i oddała jej zaledwie 3 gemy w całym meczu!

Świetny początek 2013 roku

Dwa wygrane turnieje na starcie (Auckland i Sydney), następnie ćwierćfinał AO i półfinał w Doha – tak właśnie zaprezentowała się Polka na początku kolejnego sezonu. Ktoś na pewno by się znalazł, kto by powiedział, że obsady w Auckland i Sydney były słabe. Wcale mocno by się nie pomylił, lecz nadal trzeba potrafić to wykorzystać. Właśnie wygrane z teoretycznie niżej notowanymi zawodniczkami przychodzą trudniej.

Brak mobilizacji na pograniczu z lekceważeniem przeciwniczek – przecież niejednokrotnie widzieliśmy ogromne sensacje na wielkoszlemowych turniejach. Agnieszce także zdarzały się takie spotkania, ale jeżeli Isia przez kilka lat utrzymuje się w czołówce rankingu, to nie można grać jak maszyna – każdy ma słabszy dzień. W Dubaju i na Indian Wells Radwańska spuściła z tonu i odpadła stosunkowo wcześnie. Przebudziła się w Miami, gdzie wykorzystała łatwą drabinkę i dotarła do półfinału, gdzie przegrała z Sereną Williams, na którą do dnia dzisiejszego nie może znaleźć sposobu.

Korty ziemne, czyli wieje nudą

Najchętniej w każdym sezonie omijałbym tę część. Ani to nie przepadam za clay’em, ani to widowiskowa gra. Polka także unika tej nawierzchni, chociaż w najważniejszych turniejach na mączce startuje. Również w 2013 roku nie było inaczej. Madryt, Rzym i oczywiście Roland Garros. Niestety tylko w Paryżu Isia pokazała dobrą dyspozycję. Ćwierćfinał nie jest takim złym wynikiem, jednak patrząc na to, że przegrała z Sarą Errani, to pozostawia wiele do życzenia. Włoszka potrafi grać na clay’u, do tego była w solidnej formie, ale jej serwis aż prosi się o return. Kto widział choćby jeden mecz tej tenisistki, to wie o czym mówię. Radwańskiej po prostu nie przystaje przegrywać z takimi zawodniczkami.

Nadzieja na dobry Wimbledon

Na szczęście już kilka tygodni później Biało-Czerwona zaczęła grać lepiej. Mimo, że w Eastbourne niespodziewanie przegrała z Jamie Hampton, to na londyńskiej trawie zaprezentowała się znacznie lepiej. Śmiem twierdzić, że właśnie w tym roku zaprzepaściła największą szansę na wielkoszlemowy tytuł. Isia po długiej batalii przegrała w półfinale z Sabine Lisicki, a jak się okazało Niemka w finale zmierzyła się z Marion Bartoli. Dlaczego to takie ważne? Radwańska nigdy nie przegrała przeciwko tenisistce Trójkolorowych, ale teraz możemy jedynie gdybać jakby potoczył się finał z udziałem naszej reprezentantki.

Krakowianka swoją wysoką formę potwierdziła również podczas US Series Open. Zaczęła bardzo dobrze w Stanford (finał), następnie w Carlsbad odpadła w ćwierćfinale, a w Toronto zatrzymała ją Serena Williams (półfinał). To mogło dawać nadzieję na znakomity wynik podczas ostatniego Szlema w tym sezonie, jednak stało się inaczej. Tuż przed US Open Radwańska zagrała jeszcze w Cincinnati, gdzie przegrała z Na Li. Na kortach Flushing Meadows Agnieszka była rozstawiona z „trójką”, lecz już w IV rundzie musiała pożegnać się z imprezą w Nowym Jorku.

Trzynastka nie taka pechowa

Przyszedł czas na azjatycką część roku, czyli to co Radwańska kocha najbardziej. Isia wyśmienicie zaprezentowała się w Seulu, gdzie zdobyła swój 13. tytuł w karierze. Może jej rywalki nie były najwyższej klasy, jednak Polka po raz kolejny udowodniła, że nie lekceważy swoich przeciwniczek. W Tokio nie było już tak dobrze, lecz także nie można mówić o powodach do złości. Ćwierćfinał i porażka z Kerber, a później rewanż w Pekinie, jednak tym razem lepsza okazała się liderka rankingu – Serena Williams (półfinał). Zakończenie sezonu miało miejsce w Stambule, ale dla krakowianki był to bardzo słaby występ. „Ninja” nie wygrała żadnego spotkania, co więcej nie urwała nawet seta. Pod koniec 2013 roku Radwańska zajmowała piąte miejsce w rankingu WTA.

A mogło być tak pięknie

Pierwszy turniej nie wskazywał na wysoką formę Polki, która w Sydney odpadła już po pierwszym meczu z Bethanie Mattek-Sands. Agnieszka zrehabilitowała się na Australian Open, chociaż mogło być jeszcze lepiej. Wspomniałem, że na Wimbledonie w 2013 roku Isia miała największą szansę na tytuł, jednak także na AO 14 była tego bardzo bliska. Z imprezą w Melbourne pożegnała się dopiero w półfinale po porażce z Cibulkovą, która w finale przegrała z Na Li. Tutaj znów mamy chwilę na gdybanie, jednak tak naprawdę nie ma co roztrząsać tego wątku. Przegrana to przegrana, wielkoszlemowego tytułu na razie nie ma, lecz nadal wierzę, że Radwańską stać na wygranie Wimbledonu lub właśnie AO.

Cała pierwsza część sezonu na kortach twardych była bardzo dobra w wykonaniu naszej tenisistki. Półfinał w Doha, finał Indian Wells, ćwierćfinał w Miami i na zakończenie półfinał w Katowicach (chociaż każdy liczył na coś więcej). Mimo to później przyszła pora na clay, a jak to zwykle miało miejsce, nie miało to przełożenia na dobre wyniki. Co prawda Agnieszka zaliczyła półfinał w Madrycie i ćwierćfinał w Rzymie, ale na Roland Garros zaskakująco szybko odpadła z Ajlą Tomljanovic (III runda). Może Biało-Czerwona zbyt wcześnie wstrzeliła się z formą, może była przemęczona rozegraniem dużej liczby spotkań od stycznia? Nie ma to jednak znaczenia, porażka to przecież porażka.

W oczekiwaniu na Azję

Jak co roku reprezentantka Polski celowała z najlepszą dyspozycją na Wimbledon, lecz tym razem jej to nie wyszło. Według mnie zagrała za mało przed wielkoszlemowym turniejem w Londynie, bo wystąpiła jedynie w Eastbourne, gdzie błyskawicznie pożegnała się z imprezą. Może totalnej klapy (IV runda) na kortach trawiastych All England Lawn Tennis and Croquet Club nie było, ale Agnieszka przyzwyczaiła nas do o wiele lepszych rezultatów. Później przyszedł czas na harda, a tam Isia także lubi grać. W Stanford mocny falstart, ale następnie zagrała znakomicie w Montrealu! Wygrane nad Victorią Azarenką, Ekateriną Makarovą i Venus Williams rozbudziły apetyty przed US Open. Niestety nic z tego nie wyszło i Radwańska zawiodła odpadając w II fazie z Shuai Peng.

W tym miejscu zakończę wpis o karierze naszej najlepszej singlistki. Jak na pewno zauważyliście zostały do opisania jeszcze dwa lata, jednak o tych startach możecie poczytać na naszym blogu. Od prawie trzech lat umieszczamy wpisy z niemal każdego meczu Isi i poniżej zostawię Wam TOP10 (moim zdaniem) najciekawszych wydarzeń.

  1. Triumf w Singapurze
  2. Przełom podczas WTA Finals
  3. Najlepszy mecz w karierze?
  4. Dwudziestka w Pekinie
  5. Piętnasty tytuł w karierze – Tokio 2015
  6. Horror na Wimbledonie
  7. Jak o sobie przypomnieć!
  8. Przepustka do WTA Finals w Tianjin
  9. Dobry początek w 2016 roku
  10. Wygrana z Sereną Williams w Pucharze Hopmana i triumf w całych rozgrywkach w parze z Jerzym Janowiczem

Jakie wydarzenie według Was zapoczątkowało wielką karierę Radwańskiej? Czy Polka zdobędzie upragniony tytuł na Szlemie? Czy hejt ze strony niektórych kibiców jest uzasadniony? Zachęcam do pozostawienia komentarza!

Zobacz także

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz