07.11.2015

Podsumowanie sezonu 2015 – Jerzy Janowicz

Jerzy-Janowicz-Polska

Jerzy Janowicz ma już sezon za sobą, ale czy może być z niego zadowolony? Odpowiedź jest chyba jasna już po spojrzeniu na ranking naszego zawodnika. Polak aktualnie jest 57. rakietą na świecie i na pewno 24-latek nie wyobrażał sobie takich startów w 2015 roku. Na plus może zaliczyć tylko kilka startów w przeciągu ostatnich 12. miesięcy. Trzeba wspomnieć o tym, że Jerzyk zmagał się z licznymi kontuzjami, ale dla tenisisty z Łodzi jest to niestety „chleb powszedni”.

Początek 2015. roku był dla Janowicza bardzo dobry. JJ wraz z Agnieszką Radwańską sięgnęli po Puchar Hopmana, gdzie w finale pokonali reprezentację Stanów Zjednoczonych. Jurek w parze z Isią grali niemal perfekcyjnie w mikście i głównie dzięki temu zdobyli pierwszy tytuł dla Polski w tych rozgrywkach. Niestety w kolejnych tygodniach nie było już tak dobrze. Australian Open nasz najlepszy singlista zakończył na III rundzie po porażce z Feliciano Lopezem. Co prawda wcześniej ograł Gaela Monfilsa, jednak mecz z Hiszpanem był po prostu słaby w jego wykonaniu. Po pierwszym Wielkim Szlemie w sezonie Jerzyk zabłysnął w Montpellier, gdzie dotarł aż do finału. Tytułu nie zdobył, bo oprócz rywala musiał także zmagać się z chorobą, z którą ostatecznie przegrał. Już w pierwszym secie skreczował i to Gasquet mógł się cieszyć z triumfu we Francji. Jak się okazało był to najlepszy występ Polaka na kortach twardych w tej części sezonu. W Indian Wells niespodziewanie przegrał z Schwartzmanem, a w Miami tak jak podczas AO doszedł tylko do III fazy imprezy.

Po hardzie przyszedł czas na mączkę, gdzie Janowicz jako senior nigdy nie spisywał się dobrze. Trzy porażki w pierwszych rundach nie napawały optymizmem przed French Open. Łodzianin miał szczęście w losowaniu do RG, rozpoczął od pojedynku z młodym Hamou. Wygrał po czterech setach, lecz w następnym meczu musiał uznać wyższość Leonardo Mayera. Nadzieją na lepsze wyniki miały być korty trawiaste, jednak tylko w Halle zaprezentował się na miarę swoich możliwości. Dotarł do ćwierćfinału po drodze pokonując Cuevasa i Fallę, przegrał z Nishikorim po dobrym spotkaniu (4:6 7:5 3:6). Na Wimbledonie kompletnie zawiódł i niespodziewanie odpadł już po premierowej rywalizacji z Ilhanem!

Jerzyk po połowie sezonu nie mógł być zadowolony ze swojej gry. Poza udanym turniejem w Montpellier trudno znaleźć jakiś pozytyw. Po szlemie w Londynie 24-latek został jeszcze kilka tygodni w Europie, co dla mnie było niezrozumiałą decyzją. Zamiast wylecieć za Atlantyk i spokojnie przygotowywać się do US Open Polak wybrał starty na clay’u. W Bastad i Hamburgu wygrał po jednym meczu (z Arnaboldim w Szwecji i Danielem w Niemczech). Dopiero po porażce z Cuevasem poleciał grać w US Series. Turniej w Montrealu zakończył po dwóch partiach z Karlovicem (4:6 6:7). Następny Masters w Cincinnati był zdecydowanie lepszy dla naszego reprezentanta. Janowicz po raz drugi w tym roku pokonał Gaela Monfisla, a później zdecydowanie ograł Donaldsona. Zatrzymał go Dolgopolov, jednak przy odrobinie szczęścia tenisista z Łodzi mógł awansować dalej. Ostatnim sprawdzianem przed imprezą w Nowym Jorku był występ w Winston Salem, gdzie sezon wcześniej Jerzyk grał w finale. Tym razem nie poszło mu tak dobrze, przegrał w II rundzie z Andersonem. Wcześniej zrewanżował się Rosolowi za ubiegłoroczną porażkę w meczu o tytuł. Na US Open podobnie jak na Wimbledonie Janowicz nie wykorzystał sprzyjającej drabinki i odpadł w pojedynku z Carreno-Bustą.

W kolejnych turniejach Polak także nie grał na miarę swoich możliwości. Tylko pojedyncze udane spotkania nie mogły zamazać wpadek z poprzednich wielkich imprez. Finał Challengera, wygrana z Thiemem w Wiedniu, czy równy mecz z Kohlschreiberem to tylko wyjątki od przeciętnych wyników Jurka. Usprawiedliwieniem dla Jerzyka mogą być liczne kontuzje, które napotkały go w trakcie sezonu. Po imprezie w Orleanie pojawiła się nawet informacja, że JJ może nie wystąpić już do końca roku. Przeszedł operację kolana, później błyskawiczna rehabilitacja i kilka występów na arenie ATP, niestety w żadnym z nich nie zabłysnął.

Janowicz w indywidualnych startach nie radził sobie z presją, ale zupełnie inaczej startował w meczach Pucharu Davisa. 24-latek był podporą naszej reprezentacji i tylko w jednym meczu można mu zarzucić, że zagrał słabiej. Pierwszy raz swoją wyższość udowodnił w starciu z Litwą. W decydującym spotkaniu z Berankisem zagrał jeden z najlepszych pojedynków w całym sezonie! Kolejnymi rywalami byli zawodnicy z Ukrainy i właśnie wtedy w otwierającym starciu Jurek zagrał poniżej oczekiwań. Przegrana z Dolgopolovem znacznie oddaliła nas od awansu, jednak ostatecznie to Polska znalazła się w play-offach o Elitę. Świetne pojedynki rozegrał Przysiężny i tym razem to on wyratował nas z opresji. O Grupę Światową Janowicz i spółka toczyli bój ze Słowacją. Tutaj także z bardzo dobrej strony pokazał się Ołówek, ale również do JJa nie można mieć zastrzeżeń. Mieliśmy wyrównany skład – oprócz Michała i Jurka ważne punkty zdobywali także debliści, Łukasz Kubot i Marcin Matkowski, a swoją szansę debiutu dostał także Kamil Majchrzak. Niespodziewanie Polska znalazła się w grupie z najlepszymi reprezentacjami na świecie i niewątpliwie jest to największe osiągnięcie Jerzyka w sezonie 2015.

Jak będzie wyglądał kolejny rok w wykonaniu Janowicza? Tego pewnie nie wie on sam, ale miejmy nadzieję, że przypomni sobie jak grać na najwyższym poziomie. Oby tym razem Jurek nie miał tylu problemów z kontuzjami i wreszcie mógł zagrać na miarę swojego talentu. Co ciekawe dziennikarze „L’Equipe” typują JJa do czołowej dziesiątki rankingu w 2018. roku! Czy według Was taki scenariusz jest możliwy?

Zobacz także

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz