04.11.2016

Podsumowanie sezonu 2016 – Agnieszka Radwańska

agnieszkaradwanskabnpparibaswtafinals-day-2

Kilka dni temu zakończył się turniej w Singapurze, gdzie Agnieszka Radwańska odpadła w półfinale z Angelique Kerber. Tym samym Polka nie obroniła tytułu WTA Finals, ale czy to oznacza, że cały sezon można uznać za przeciętny? Czy Isia może być zadowolona ze swoich startów w 2016 roku? Czas na podsumowanie występów 27-latki z Krakowa! Zapraszam do przeczytania wpisu.

Radwańska zakończyła sezon z bilansem 53. zwycięstw i 18. porażek. Oczywiście jest to doskonały wynik, ale jeżeli Biało-Czerwona chce się utrzymywać w TOPie, to zawsze musi grać na najwyższym poziomie. Czy było tak przez cały rok? Co krakowianka musi poprawić w swojej grze, żeby było jeszcze lepiej? Postaram się odpowiedzieć na te kilka pytań i podsumować ostatnie 10 miesięcy w wykonaniu Agnieszki.

Świetne starty od początku sezonu

Isia zaliczyła znakomity występ w Shenzhen, gdzie bez żadnych problemów wygrała cały turniej. Nic w tym dziwnego, rywalki nie były najwyższej klasy i było to tylko „formalnością”. Prawdziwym testem okazał się Szlem w Melbourne, jednak również tam nie ma powodów do narzekań. Polka pokonała McHale, Bouchard, Puig, Friedsam oraz Suarez Navarro. Zatrzymać ją mogła tylko jedna tenisistka i niestety to uczyniła. Mowa tutaj o Serenie Williams, która ma sposób na naszą tenisistkę i po raz kolejny udowodniła, że jest lepszą zawodniczką. Półfinał Australian Open to bardzo dobry wynik, jednak część z Nas na pewno liczyła na niespodziewane zwycięstwo w całym turnieju. Może w 2017 roku?

Po Szlemie w Australii Radwańska miała długą przerwę i wystartowała dopiero w Doha, gdzie również osiągnęła półfinał imprezy. Tym razem szans krakowiance nie dała Carla Suarez Navarro, która pokonała ją 6:2 6:0! Także Indian Wells było znakomite w wykonaniu aktualnie trzeciej rakiety świata. Tutaj ponownie lepsza okazała się Williams, jednak mecz tym razem był bardzo zacięty i przy odrobinie szczęścia Isia mogła przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść.

Załamanie formy

Do występu w Indian Wells nasza reprezentantka miała bilans 17–3! Co by nie mówić, był to fantastyczny wynik i było widać dużą poprawę gry Agnieszki w polu serwisowym. Może nie wyglądało to imponująco z prędkością podania, ale różnorodność i dokładność uderzeń budziła respekt przed każdą tenisistką. Niestety, ale kiedyś musiał przyjść słabszy moment sezonu i początku kłopotów doszukiwałbym się w Miami.

Pierwsze mecze w tym turnieju nie zapowiadały niczego złego, jednak porażka z Bacsinszky w III rundzie nie była niczym dobrym. Szczególnie, że później było już tylko gorzej! Może niektórzy występ w Stuttgarcie uważają za dobry, ale ja jestem zupełnie innego zdania. Co prawda Radwańska zagrała w półfinale imprezy, ale to co pokazała w starciu z Siegemund było po prostu słabe. Nie miała w ogóle pomysłu na dobrze dysponowaną Niemkę i moim zdaniem całkowicie przeszła obok tego meczu.

Nie od dzisiaj wiadomo, że clay to nie jest ulubiona nawierzchnia Agnieszki i trudno spodziewać się jakiś fenomenalnych wyników. W Madrycie po długiej batalii przegrała z Cibulkovą już w otwierającym meczu. To nie było jednak największe rozczarowanie, które Nas czekało na mączce. Na Roland Garros Isia odpadła już w IV rundzie. Dlaczego piszę „już”? Nie ma co ukrywać, że drabinka ułożyła się dla Biało-Czerwonej bardzo korzystnie i nawet na nielubianej nawierzchni mogła osiągnąć bardzo dobry rezultat. Porażkę z Pironkovą można usprawiedliwić wielokrotnym przerywaniem spotkania, lecz czy nie jest to tylko wymówka?

Kolejne tygodnie posuchy

Korty trawiaste miały być przebudzeniem Radwańskiej, ale już premierowy mecz na grassie pokazał, że tak nie będzie! Przegranej z Vandeweghe w Birmingham chyba nikt się nie spodziewał. W Eastbourne było trochę lepiej, jednak ćwierćfinał nikogo nie zachwycał. Przyszedł wyczekiwany Wimbledon, ogromne oczekiwania, a skończyło się… już w IV rundzie. Ponownie lepsza od Agnieszki okazała się Dominika Cibulkova, którą śmiało w tym sezonie można nazwać „katem” krakowianki. Polka i tak miała wiele szczęścia, że przeszła II rundę, bo tam bliska wyeliminowania naszej tenisistki była Ana Konjuh, jednak ostatecznie kontuzja przeszkodziła jej w zwycięstwie.

Po połowie 2016 roku 27-latka była tylko z jednym tytułem, który zdobyła na samym początku sezonu. Jak to ocenić? Większość liczyła na świetny występ Radwańskiej podczas Wimbledonu, gdzie dawano jej nawet szansę na zwycięstwo w całej imprezie. Pozostał niesmak i rozczarowanie, ale była jeszcze przecież szansa na medal podczas Igrzysk Olimpijskich w Rio. Jak się skończyło, to chyba nikomu nie trzeba przypominać. Wielu zarzuca Isi brak zaangażowania podczas IO, wielu krytykuje za tragiczny występ, jednak czy na pewno tak powinno być? Na blogu już wcześniej ustosunkowaliśmy się do tego, więc jeżeli ktoś przegapił ten wpis, to serdecznie zapraszamy do przeczytania naszej opinii.

„Drugie życie” na hardzie

Po turnieju w Rio de Janeiro pozostał już tylko jeden Szlem – US Open. Oczywiście przed imprezą w Nowym Jorku Radwańska wystartowała także w innych zawodach. Zagrała w Cincinnati, gdzie odpadła w ćwierćfinale z Simoną Halep. Ten wynik można uznać za przyzwoity, tym bardziej że wcześniej Polka pokonała Petkovic i Kontę. Następnie przyszło przełamanie i zwyżka formy w New Haven! Isia wygrała cały turniej, a po drodze pokonała naprawdę bardzo solidne zawodniczki (Ostapenko, Flipkens, Kvitovą, Svitolinę). To był świetny prognostyk na US Open, lecz po raz kolejny mogliśmy odczuwać niedosyt. To co nie udało się Konjuh na Wimbledonie, zrobiła na kortach Flushing Meadows i wyeliminowała naszą reprezentantkę w IV rundzie.

Po turniejach w Ameryce przyszedł czas na ulubioną część sezonu Radwańskiej, czyli gra w Azji. Krakowianka rozpoczęła tournee od występu w Tokio, gdzie broniła tytułu. Niestety tym razem Toray Pan Pacific Open zakończyła na półfinale i porażce z Caroline Wozniacki. Również w Wuhan nie było najlepiej, bo lepsza w 1/4 finału okazała się Svetlana Kuznetsova. Na szczęście świetną dyspozycję Biało-Czerwona pokazała w Pekinie, gdzie triumfowała! Jedno jest dla mnie niemal pewne – jeżeli w przyszłości będzie Szlem na kontynencie azjatyckim, to Radwańska spełni wreszcie swoje marzenie, jakim jest triumf w turnieju najwyższej rangi. Isia zagrała także w Tiencinie, ale tam już w ćwierćfinale oddała mecz walkowerem.

Masters w Singapurze

Jak ocenić występ Radwańskiej w turnieju kończącym sezon? Według mnie zaprezentowała się tam solidnie, chociaż było widać nieporadność w niektórych spotkaniach. Na otwarcie przegrała z Kuznetsovą po przyzwoitym spotkaniu, ale na pewno szkoda piłki meczowej, której nie wykorzystała przy swoim podaniu. Później było już lepiej, bo zarówno z Muguruzą, jak i Pliskovą zwyciężyła i wyszła z Grupy Białej. W półfinale spotkała się z Angelique Kerber, gdzie było widać, że nie ma pomysłu na rywalkę. Grała chaotycznie, jak na siebie bardzo agresywnie, lecz przyniosło to zupełnie odwrotny skutek i po dwóch szybkich setach Polka zakończyła udział w WTA Finals. Co ciekawe całą imprezę zwyciężyła Dominika Cibulkova, która podobnie jak Radwańska rok temu w fazie grupowej wygrała tylko jedno spotkanie i dzięki lepszemu bilansowi wyszła z grupy.

Luźne przemyślenia

Moim zdaniem ten sezon Agnieszka może spokojnie zaliczyć do udanych. Wygrała trzy turnieje, zakwalifikowała się do Masters, a tegoroczny bilans mówi sam za siebie (przypominam 53–18). Miała także gorsze chwile w 2016 roku, jednak uważam, że każdy ma prawo do słabszych momentów i takie przytrafiły się także Radwańskiej. Choćby wspomniane w podsumowaniu Igrzyska Olimpijskie, gdzie Isia zagrała poniżej pewnego poziomu.

Ostatnie 10 miesięcy gry pokazało, że krakowianka znacznie poprawiła serwis. Oczywiście zdarzały się mecze, w których grała fatalnie w tym elemencie, jednak w mojej opinii większość spotkań była na naprawdę solidnym poziomie, jeżeli chodzi o ten aspekt gry. Biało-Czerwona starała się także więcej grać w ofensywie, przejmować inicjatywę na korcie, lecz z zawodniczkami o lepszych warunkach fizycznych po prostu sobie nie radziła. Dalej brakowało kończących uderzeń, a do tego pojawiały się kłopoty z regularnością w wymianach. Oczywiście warto też dodać, że Radwańska jak co roku czarowała wspaniałymi zagraniami. Wygrała aż cztery plebiscyty „Shot of the month”!

Jak Ty oceniasz występy Agnieszki Radwańskiej w 2016 roku? Co Polka musi jeszcze poprawić? Czy Isia powinna zmienić swój styl gry na bardziej ofensywny, czy zostać przy grze obronnej? Zapraszam do dyskusji w komentarzach.

Zobacz także

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz