28.09.2014

Shenzhen: Murray zdobywa pierwszy tytuł w sezonie

Andy-Murray

Andy Murray (Wielka Brytania, 2) wygrał 2:1 (5:7 7:6 6:1) z Tommy’m Robredo (Hiszpania, 4) w finale turnieju w Kuala Lumpur. Szkot wspaniale się bronił, a w drugim secie zaliczył niesamowity comeback. Jest to pierwszy tytuł w tym sezonie dla reprezentanta Wielkiej Brytanii, a 30. w całej karierze.

Jak nie zaczynać finałów…

Turniejowa „dwójka” rozpoczęła finał od straty swojego podania. Robredo wykorzystał słabszy serwis rywala i bez problemu objął prowadzenie, a następnie utrzymywał swoje podania. Hiszpan stracił jednak swoją przewagę i znów mieliśmy remis. Wszystko wskazywało na tie-breaka, lecz wtedy dała o sobie znać natura Andy’ego, który zagrał fatalnie przy swoim serwisie i po raz kolejny reprezentant Hiszpanii zdołał przełamać. Tym razem dociągnął pierwszą partię do końca i wyszedł na prowadzenie w całym meczu (5:7).

Zimna krew i wyrównanie

W drugim secie to Murray zdobył otwierającego breaka, lecz podobnie jak w premierowej odsłonie przeciwnik zdołał odbreakować. Bardzo długą partię (godzina i 15. minut) musiał rozstrzygnąć „trzynasty gem”. Tie-breaka w znakomitym stylu rozpoczął Robredo, jednak stało się coś bardzo nieprzewidywalnego. Ze stanu 2-6 dla Hiszpana, obronie pięciu piłek meczowych turniejowa „dwójka” wygrała seta i wyrównała stan rywalizacji! Wspaniały comeback i świetna gra Murray’a pozwoliła mu zachować szansę na tytuł (11-9).

Zdecydował return

W decydującej odsłonie Andy rozgromił Robredo, który zdobył tylko jednego gema! Fatalna gra Tommy’ego, który kompletnie nie potrafił sobie poradzić przy własnym podaniu. Trzy przełamania na koncie Szkota i pierwszy końcowy triumf w tym sezonie stał się faktem. Dla „Murarza” sezon nie jest udany, co pokazuje choćby liczba zdobytych tytułów i wyniki na Wielkich Szlemach. Być może zawodnik Wielkiej Brytanii po zwycięstwie w Shenzhen zdoła się podnieść i końcówka roku będzie należała do niego.

Wczesne porażki wysoko notowanych tenisistów

Jeśli chodzi o cały turniej na pewno trzeba wspomnieć o dwóch zaskakujących wynikach. Mam tutaj na myśli porażkę Davida Ferrera (Hiszpania) z Victorem Troickim (Serbia) i Richarda Gasqueta (Francja) z Juanem Monaco (Argentyna). O ile drugi z tych meczów nie jest sensacją, tak wygrana Serba to niespodzianka całego turnieju, jak nie ostatnich tygodni (nie licząc wyników US Open).

Najwyżej rozstawiony zawodnik w turnieju odpadł już w II rundzie, czyli swoim pierwszym meczu! Dawno Ferrer nie spisał się tak słabo i trudno szukać przyczyny takiego rezultatu. Troicki zagrał świetne spotkanie, lecz wiadomo, że nikt nie spodziewał się, że będzie w stanie wygrać, ba jestem przekonany, że większość nie dawała mu szansy na choćby jednego seta!

Rywalizacji Francuza z Argentyńczykiem również nie można pominąć, bo o ile Monaco spisuje się świetnie na clay’u tak na hardzie gra strasznie. W przypadku Gasqueta jest zupełnie inaczej i nie wyobrażałem sobie, że Juan będzie w stanie zwyciężyć. Słaby mecz w wykonaniu tenisisty trójkolorowych i kolejna niespodzianka w turnieju. Poza tymi dwoma wynikami trudno doszukiwać się sensacji, czy bardziej spektakularnych rywalizacji.

Kogo wyróżnić?

Wątpliwości co do wyboru najsłabszego i najlepszego zawodnika w Shenzhen nie mam. Odpowiednio Ferrer z racji tragicznego występu w turnieju i Monaco, który wreszcie może się przełamie i zdoła rozegrać do końca sezonu jeszcze kilka tak solidnych imprez w kalendarzu ATP. Na wyróżnienie zasługuje również Santiago Giraldo (Kolumbia). Gracz zameldował się w półfinale w Shezhen, a to jest dla niego świetny wynik jak na tak silnie obsadzony turniej. Trzeba przyznać, że drabinka mu dopisała, lecz półfinał to półfinał, nikt nie będzie patrzył na to kogo pokonał.

Zobacz także

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz