10.09.2014

US Open: Osiemnastka Sereny

Serena-Williams

Serena Williams (USA) wygrała 2:0 (6:3 6:3) z Caroliną Wozniacki (Dania) w finale US Open. Tenisistka rozstawiona z nr 1. nie dała najmniejszych szans swojej przeciwniczce. Spotkanie trwało zaledwie godzinę i 17. minut!

Pogrom stał się faktem

Osiemnaste urodziny zazwyczaj kojarzone są z dorosłością i dojrzałością. Dojrzałość – to słowo chyba najlepiej określa sposób i styl w jakim Serena Williama zwyciężyła w wielkoszlemowym US Open. Od początku turnieju aż do niedzielnego finału Amerykanka nie straciła seta, ba nie pozwoliła rywalce ugrać w secie nawet czterech gemów.

Styl w jakim reprezentantka gospodarzy rozprawiała się z kolejnymi przeciwniczkami w początkowych fazach turnieju nie do końca przemawiał do wszystkich. Kręcono głowami, że gra na pół gwizdka, z rezerwą. Ale chyba właśnie tak powinna grać wielokrotna mistrzyni wielkoszlemowa, zawodniczka w dojrzałym jak na tenisistkę wieku, obarczona wieloma zdrowotnymi historiami, będąca niekiedy nawet o krok od śmierci. To właśnie dojrzałość sprawia, że Williams nie eksploatuje się w całości, że chłodno kalkuje na korcie do jakiej piłki opłaca się biec, a jaką akcję należy sobie darować.

Jak udowodnić swoją wyższość nad przeciwniczką?

Apogeum dojrzałości przyszło w finale. Serena w profesorski sposób rozprowadzała po korcie swoją duńską rywalkę. Trzymała piłkę głęboko w korcie, stosowała warianty kątowej gry. Długie wymiany, wydawać by się mogło powinny sprzyjać słynącej z żelaznej kondycji Wozniacki. Williams jednak przekuła to na swoją korzyść grając niezwykle starannie w dłuższych wymianach i kończąc je winnerem lub punktem na swoją korzyść po tym jak Caro nie była już w stanie wybrać kolejnego uderzenia lub odbić piłki w czysty sposób.

Przed meczem fanów Amerykanki mogły gryźć obawy, czy nie powtórzy się scenariusz z finału US Open 2011 kiedy to liderka rankingu występująca w roli murowanej faworytki przegrała z Australijką Samanthą Stosur. Williams nauczona kolejnymi doświadczeniami i zawzięta słabymi występami w trzech poprzednich wielkoszlemowych turniejach w tym roku, tym razem nie zlekceważyła rywalki jak to miało miejsce 3 lata temu.

To nie koniec ery Williams?

Wygrana Sereny Williams w US Open pokazuje, że zawodniczka ze Stanów Zjednoczonych ciągle ma apetyt na kolejne zwycięstwa w najważniejszych turniejach, że nie zamierza składać broni i ustępować pola koleżankom z touru. Tak długo jak gra będzie sprawiała jej przyjemność z pewnością nie ustąpi i to problem będą mieć jej koleżanki. Problem polegający na tym, że tak naprawdę nie ma obecnie poza niewielkimi wyjątkami zawodniczek, które byłyby w stanie grać z Sereną Williams na poziomie gry zaoferowanym przez nią w niedzielnym finale.

Można narzekać, że poziom kobiecych rozgrywek jest nużący i przewidywalny, ale to chyba problem i zmartwienie zawodniczek, które mimo upływu lat nie potrafią postawić się Amerykance. Czas pokaże ile jeszcze wielkoszlemowych turniejów będzie w stanie wygrać Williams. Z pewnością jeszcze kilka, o ile zdrowie jej pozwoli i motywacja jej nie opuści. Tymczasem pozostaje się cieszyć i świętować osiemnasty wygrany przez reprezentantkę USA turniej wielkoszlemowy powoli i mozolnie zbliżający ją do takich sław jak Graf czy Court-Smith.

Zobacz także

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz